Wszystkim tym, którzy są…

Wszystkim tym, którzy są…

Wszystkim tym, którzy są zachwyceni, jak rząd przygotował Polskę na walkę z koronawirusem polecam przeczytać ten tekst:

Koronawirus w Lublinie. Zaczęło się od wyjazdu na mecz

„Wyborczej” udało się dotrzeć do syna pacjenta zakażonego koronawirusem. 23-letni Paweł niedawno wrócił z północnych Włoch, gdzie był z grupą znajomych. Obecnie przebywa w izolatce Kliniki Chorób Zakaźnych SPSK 1 w Lublinie. Zgodził się z nami porozmawiać o sytuacji w jakiej znalazł się on i jego rodzina.

– Razem z grupą znajomych wygraliśmy rozgrywki orlikowej amatorskiej ligi biznesowej. Nagrodą by wyjazd do Włoch w drugiej połowie lutego, podczas którego mieliśmy obejrzeć mecz Inter Mediolan – Sampdoria Genua. Wycieczka odbyła się dwa tygodnie temu. Polecieliśmy samolotem. W sumie 11 osób. W Mediolanie byliśmy od soboty do poniedziałku. To był okres kiedy epidemia koronawirusa we Włoszech dopiero się rozpoczynała. Kiedy przylecieliśmy do Włoch na lotnisku sprawdzono czy nie mamy temperatury. Ponieważ wszyscy byliśmy zdrowi bez problem nas wpuścili – opowiada „Wyborczej” Paweł.

Mężczyzna razem ze znajomymi zaczął zwiedzać miasto. Gdy wieczorem wrócili do hotelu usłyszeli o rosnącej liczbie zakażonych koronawirusem osób oraz śmierci kilkudziesięciu pacjentów.

W kolejnych godzinach liczba zakażonych i zmarłych się powiększała. W związku z tym zaplanowany na niedzielę 23 lutego mecz Inter – Sampdoria został odwołany. Następnego dnia cała grupa mieszkańców okolic Lublina wróciła samolotem do Polski.

Koronawirus w Lublinie. Paweł: „Nikt w Polsce nas nie sprawdzał”

Żaden z 11 uczestników wycieczki nie miał typowych objawów zakażenia, o których mówią polskie władze, czyli wysokiej gorączki, mocnego kaszlu i duszności.

– W Polsce po przylocie nikt nas nie sprawdzał. Jednak czytałem to co się dzieje więc ustaliliśmy ze znajomymi, że zadzwonimy do sanepidu. Podaliśmy wszystkie nasze dane. W sanepidzie powiedzieli nam, że nie ma żadnych powodów do obaw skoro nic nam nie dolega. Mieliśmy normalnie żyć, postępować tak jak zawsze. Ja chodziłem do pracy, na uczelnię, grałem ze znajomymi w piłkę. Miałem lekki kaszel, ale powiedzieli mi, żeby się tym nie przejmować, bo objawy zakażenia to miał być mocny katar, kaszel i przede wszystkim wysoka gorączka. A żadnego z tych objawów nie miałem – tłumaczy Paweł.

Mimo tego matka 23-latka stwierdziła, że cała rodzina powinna przebadać się w kierunku zakażenia koronawirusem.

– Chciała przeprowadzić te badania prywatnie. Skontaktowała się ze znajomą, która pracuje w jednym ze szpitali, ale ta powiedziała jej, że nie ma szans na zrobienie takiego badania. Że to ogromne koszty i nikt z personelu nie zechce ich wykonać. W związku z tym daliśmy sobie spokój – dodaje nasz rozmówca.

Koronawirus w Lublinie. Chory 53-latek wcześniej był w Szczecinie

Cała, pięcioosobowa rodzina z Niedrzwicy Dużej pod Lublinem była jednak spokojna, bo nikt nie miał objawów wskazujących na zakażenie.

Sytuacja zmieniła się w ubiegłym tygodniu. Wtedy źle poczuł się ojciec Pawła. 53-latek, który prowadzi własną firmę. Jeszcze w zeszły wtorek pojechał do Szczecina w sprawach biznesowych. W środę po powrocie źle się poczuł. Kolejnego dnia wybrał się do lekarza rodzinnego i dostał antybiotyk oraz leki na kaszel i zbicie gorączki.

– Mimo tego tato był osłabiony, nigdzie nie ruszał się z domu od czwartku do poniedziałku. W poniedziałek rano było trochę lepiej, ale już wieczorem zaczął strasznie kaszleć, był siny, nie mógł złapać oddechu. Zadzwoniliśmy po pogotowie, podaliśmy wszystkie objawy. Dyspozytorka o nic więcej nas nie pytała tylko powiedziała, że skoro tato jest pod nadzorem lekarza rodzinnego to nie wyśle po niego karetki. I żebyśmy zadbali o niego sami – opowiada „Wyborczej” Paweł.

W związku z tym rodzina postanowiła sama przewieźć mężczyznę do najbliższego szpitala w Bełżycach.

– Mieliśmy problem, żeby zapakować go do samochodu. Facet, który waży ze sto kilo nie wiedział co się wokół niego dzieje, zachowywał się jakby był kompletnie pijany, nie było z nim żadnego kontaktu – dodaje syn hospitalizowanego mężczyzny.

Personel szpitala w Bełżycach postanowił zatrzymać 53-latka. Mężczyzna miał być siny, nie mógł złapać oddechu. stwierdzono u niego zapalenie płuc, niedotlenienie, odwodnienie i bardzo niską saturację czyli nasycenie krwi tlenem.

Mężczyznę wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej i podłączono do respiratora. Jego stan jest określany jako ciężki. Wykonane badania potwierdziły zakażenie koronawirusem.
Koronawirus w Lublinie.

Paweł w izolatce, reszta rodziny w domu

– Dziś (we wtorek – red.) przyszły wyniki i od razu cała nasza rodzina czyli ja mama i jeszcze siostra z bratem zostaliśmy zaproszeni na badania. Najpierw mieliśmy jechać sami. Później powiedziano nam, że przyjedzie po nas karetka. Czekaliśmy na nią chyba półtorej godziny. A jak już przyjechała to załoga zdziwiła się, że chodzi o cztery osoby, bo była przekonana, że tylko o dwie. W końcu wszystkich nas zabrano. Mama z siostrą i bratem wrócili do domu pobadaniach. Mają zostać w domu i czekać co dalej. Ja zostałem w izolatce szpitala na Staszica (SPSK nr 1 w Lublinie – red.) – opowiada Paweł.

Rodzinę poinformowano, ze ojciec naszego rozmówcy zostanie w szpitalu w Bełżycach. Miał być transportowany do Kliniki Chorób Zakaźnych SPSK 1, ale lekarze wolą nie narażać pacjenta na dodatkowe niebezpieczeństwo związane z transportem.

https://www.wykop.pl/link/5375169/relacja-chlopaka-ktory-prawdopodobnie-zarazil-swojego-ojca-koronawirusem/

#polska #lublin #koronawirus #epidemia #zdrowie #medycyna #szpital #neuropa

Comments are closed.