Jak uniknąć apokalipsy, czyli…

Jak uniknąć apokalipsy, czyli…

Jak uniknąć apokalipsy, czyli wszystko, czego nie chcecie wiedzieć o polskim zdrowiu, choć powinniście

Rywalizują ze sobą dwie narracje: jedna mówi, że nakłady są zbyt niskie, a druga, iż marnotrawimy zasoby przez złą organizację. Niestety, obie są prawdziwe. Co gorsza, problem jest jeszcze głębszy – w Polsce od lat funkcjonuje model „płytkiej polityki zdrowotnej”, cechujący się dryfowaniem od kryzysu do kryzysu, bez jasnych celów i spójnej koncepcji rozwoju.

Problem tkwi w samej architekturze systemu, w tym co, jak i dlaczego on finansuje. Przede wszystkim naszą opiekę zdrowotną cechuje wysoki poziom dezintegracji: podstawowa opieka zdrowotna, poradnie specjalistyczne, szpitale poprzez dysfunkcyjne mechanizmy finansowania i rozliczania świadczeń są słabo motywowane do tego, by ze sobą współpracować.

System jest nastawiony na kontrolę przepływów finansowych pomiędzy NFZ a świadczeniodawcami i ograniczanie kosztów, a nie na optymalne wykorzystanie skromnych środków.
(…) kolejne pokolenia lekarzy przyuczane są do tego, by treść dokumentacji medycznej zależała od aktualnych wycen. Poza tym zła wycena świadczeń sprawia, że całe dziedziny medycyny są z definicji nieopłacalne. Tak jest na przykład z oddziałami internistycznymi. To uciążliwe dla dyrektorów placówek, a jednak szpitale publiczne muszą je utrzymywać i nie ma jak łatwo skompensować strat. Bardzo zły jest system, w którym trudno odróżnić heroiczne wysiłki na rzecz utrzymania nieopłacalnego, ale potrzebnego ludziom oddziału, od zwykłych prób defraudacji.
Jest w tym trochę wspomnianego na wstępie „darwinizmu zdrowotnego” – w walce o ograniczone środki wygrywają ci, którzy potrafią się przebić do opinii publicznej. Wyceny zrobiono dwadzieścia lat temu, a następnie z powodu braku środków nie zbierano danych, które pozwoliłyby je racjonalnie korygować. Od czterech lat coś się zmienia na lepsze, ale głównie w obszarach kryzysowych lub tam, gdzie są silne grupy nacisku.

Jednymi z najważniejszych przyczyn marnotrawstwa, opisywanymi w raporcie OECD, są błędy medyczne, zakażenia wewnątrzszpitalne i „niewłaściwa opieka”. Drugi wielki problem to „szpitalocentryczność” – raport OECD na ten temat wyraźnie punktuje niepotrzebne świadczenia szpitalne. Dużo więcej procedur medycznych należałoby realizować w tańszym trybie ambulatoryjnym. Krótko mówiąc, gdybyśmy położyli nacisk na bezpieczeństwo pacjenta i przenieśli część opieki ze szpitali na inny poziom, byłoby o wiele lepiej. To się nie uda bez rzeczywistego wzmocnienia roli lekarzy POZ. Fachowo polską sytuację nazywa się „odwróconą piramidą świadczeń”.
Obecnie lekarz pierwszego kontaktu woli wysłać pacjenta do poradni specjalistycznej: niech tam już się nim zajmują. Tym bardziej, że na „skierowanie” naciskają sami pacjenci.

Mówimy o lekarzach, których brakuje, a na przykład całą rzeszę farmaceutów po bardzo wymagających studiach obsadzamy w roli sprzedawców… Nadal nie wykorzystujemy wielu zasobów, które mamy w ochronie zdrowia.

Przy ograniczonej podaży świadczeń zdrowotnych osoba o niższym statusie i kapitale kulturowym ma dużo mniejsze szanse. I znowu, nie chodzi tylko o pieniądze. Sieci społeczne, w których poruszają się lepiej wykształcone osoby, ułatwiają kontakt z dobrym specjalistą – poprzez rekomendację. A nawet jak kogoś nie znamy, to osoba z wyższym kapitałem kulturowym ma większe szanse, że na izbie przyjęć wywalczy lepsze i szybsze traktowanie: ma większą wiedzę o systemie, asertywność i pewność siebie, jest mniejsze ryzyko, że zostanie zlekceważona. A potem jest jeszcze rozmowa lekarza z pacjentem.

Wspominałam już, że NFZ uruchomił świetny portal z dietami, miał mnóstwo wejść, wskaźniki zostały wykonane. A potem ktoś na TT zapytał wiceprezesa, dlaczego Fundusz nie pilnuje diet pacjentów w szpitalach.
Odpowiedział, że to nie ich zakres obowiązków, bo wyżywienie leży w kompetencji dyrektorów szpitali… Oczywiście dyrektor odpowie na to, że jak wyda na lepsze obiady, to będzie musiał zwolnić trzy pielęgniarki i zamknąć oddział. Czy jednak można na serio planować zmianę nawyków żywieniowych całej populacji, jeżeli nie umiemy wyegzekwować przyzwoitych obiadów w placówkach szpitalnych? Kto ma mieć instrumenty, żeby wymusić określone zachowania, jeśli nie instytucja finansująca świadczenia we współpracy z świadczeniodawcą?! To pokazuje, że za dużo jest umywania rąk, każdy może powiedzieć, że za coś nie odpowiada albo nie da rady.

#publicystyka #socdem #sluzbazdrowia #zdrowie #medycyna #polska

Comments are closed.